Mam na imię "niczyj", to znaczy kiedyś nazywałem się inaczej, ale kiedyś moje życie było zupełnie inne.
Nazywam się Azor, trzy lata temu mój właściciel wyjeżdżał na wakacje zostawił mnie w lesie przywiązanego
do drzewa, nie wiedziałem dlaczego to zrobił. Po tygodniu znaleźli mnie ludzie, przez chwilę miałem
nadzieję na nowy dom, na nowych właścicieli..... Nie, tak się nie stało i trafiłem do schroniska,
wychudzony, głodny i całkiem sam. Przez pierwszy rok zastanawiałem się czy byłem złym psem, spojrzałem
dookoła i zobaczyłem młode psy - ja już jestem stary, nic już ze mnie nie będzie, nikt mnie nie weźmie,
ale to, co przeżyłem w schronisku.......
Pamiętam mojego pana, wysoki, szczupły, bardzo miły i kochany. Tak, taki był, często razem wychodziliśmy
na spacer, biegaliśmy razem, on drapał mnie po brzuchu, a gdy wracaliśmy do domu miska zawsze była pełna.
Kładłem się na moim kocyku i czułem się bezpiecznie, czułem spokój, czułem miłość, w ogóle coś czułem.
Tu gdzie teraz jestem nie ma nic, codziennie walczysz z innymi o pełną miskę, raz na miesiąc może cię
ktoś pogłaszcze, a o miłości czy cieple nawet nie ma co marzyć. Prawo dżungli. Jak już powiedziałem JA
jestem stary i nie boli mnie już to, że jestem samotny, ale chce zwrócić się do WAS, do ludzi i nie
tylko już prosić tylko błagać o to, żebyście zabrali stąd ze schroniska te młode piękne psy, te
szczeniaczki. Ja choć przez chwilę czułem smak miłości - one jej jeszcze nie zaznały i to tylko od Was
zależy czy ją poczują! Budząc się rano widzę ich pyszczki, ich czarne oczęta, które wołają, proszą o
odrobinę ciepła, proszą o tak mało, o pełną miskę, po prostu o dom. One was potrzebuj i wy też ich
potrzebujecie. Tak mało potrzeba - tak mało aby być szczęśliwym i nieść szczęście.
Jeśli szukacie przyjaciela - odwiedzajcie schroniska !
Czekamy na Was ! Hau !
